Wszystko musi mieć swój początek.
Na przykład blog.
Klasyczne blogowanie wydaje się formą nieco archaiczną na rok dwa tysiące dwudziesty pierwszy. W zasadzie jeśli człowiek chce się dzielić swoimi przemyśleniami to powinien założyć "fanpejdża" na Facebooku albo nagrywać video na YouTube, a jeśli nie chce, to po co się pcha do Internetu? Zżera cenne miejsce, zostawiać ślad węglowy na serwery zapisujące te wszystkie bzdury...
Cóż. Tak, jak kot, który sam czasem nie wie, czy chce wyjść na zewnątrz, czy nie chce, tak i ja nie jestem pewna czy chcę wyjść, czy nie chcę wyjść ze swoim życiem wewnętrznym. Taki blog, klasyczny blog, pozwala mi właśnie wyjść troszeczkę. Anonimowo. Powoli. Bez stresu i spiny.
Być może u podłoża tego kociego wychodzenia leży zwyczajna niepewność. Nie wiem, czy nie będę śmieszna, trochę zbyt naiwna, zbyt głupia. Nie jestem przebojowa, nigdy nie byłam; nie znam się na promocji, a zwłaszcza autopromocji, nie wiem, czy myślę zbyt schematycznie, albo wręcz przeciwnie - zupełnie inaczej, pokrętnie, naiwnie, nieciekawie... Zbyt niepewna, a jednocześnie zbyt dumna, by próbować "influencingu" (bo co jak zrobię z siebie błazna?), zbyt nieciekawa, by opowiadać o swojej pasji, chcę tylko... pisać.
Nie ukrywam, że są w tym pewne marzenia. Że przyjdzie czas gdy ktoś poprosi Google czy inne DuckDuckGo o "coś do poczytania", a wyszukiwarka mu odpowie - hej, tu jest takie coś, punkt głośnego myślenia, felietony tu są, i ten ktoś stwierdzi "O, to się fajnie czyta", względnie "O, ja muszę totalnie o tym wpisie podyskutować". Kto nie chciałby porwać ludzi, wpłynąć na świat, być docenionym? Jednak, jeśli tak się nigdy nie stanie - nic nie tracę. I właśnie dlatego - blog.
Jestem w końcu zupełnym amatorem. Nie mam warsztatu, a chcę pisać. Nie jestem politologiem, a chcę mówić o polityce; nie religioznawcą - a o religii; nie socjologiem - a o społeczeństwie. W gruncie rzeczy to nic nowego, Internet pełen jest domorosłych znawców nie tylko tematów powyższych, ale i speców od nauk wszelakich, wirusów, klimatu, biologii... Tak oczko puszczam. Może sama się te tematy pobawię, kto wie? Tyle jeszcze z wolności zostało.
W ostatnich słowach tego wstępu dodam, że pisanie bardzo porządkuje myśli, co jest bardzo dobre dla ludzi takich jak ja - w gruncie rzeczy para-filozofów - laików, - którzy mają tendencję do kłębów myśli tak uporczywych, splątanych w jeden kołtun i nadmiernych, że z jednej strony nie dają żyć, z drugiej - nie wiadomo jak je powiedzieć i komu, by trochę powietrza spuścić. Dlatego myślę, że czasem warto pisać.
Tak tylko głośno myślę.
Hello World.

Komentarze