Przejdź do głównej zawartości

O pisaniu blogów

Dawny był i krótki pierwszy żywot tego bloga. Pierwszy, bo można wrócić, czemu nie.  W czasach, gdy już nikt nie bloguje, nie ma reguł - można porzucać i wracać, nikt nie pyta. 

Krótki był żywot, bo chciałam pisać ale potem przytłoczyła mnie praca i już mi się nie chciało, ani pisać, ani myśleć, nic mi się nie chciało. Niemniej jednak, ciągle lubię pisać. W międzyczasie kupiłam ładny zeszyt, pisałam niejako pamiętnik, osobiste notatki na żywioł  - ale i w nim więcej dziś przerwy niż treści, pustka, nie ma żadnych z ważnych moich wydarzeń. Zostało mi dziś pisanie maili w pracy, że tak, to jest poprawnie, dziękuję, umów się proszę na spotkanie, tak, w rzeczy samej poprawnie oznacza poprawnie, ale umów się na spotkanie nie koniecznie oznacza coś zupełnie innego niż umów się na spotkanie, zgodzę się, że, to może być trudne do zrozumienia, postaram się wyjaśnić to lepiej. 

Żarty jednak na bok. 

Oprócz trzech tekstów, które ujrzały swoje zakończenie i publikację jako forma skończona, niedoskonała ale posiadającą pointę, po tamtym żywocie bloga pozostała garść postów niedoszłych  - kulawe zaczątki myśli, których finału nikt już nigdy nie pozna, uleciały. Może kiedyś zbiorę się by nadać im nowy sens, będą taką chimerą nieszczęsną, zszytą z pomysłów dwóch zupełnie innych osób (w pierwszym odruchu chciałam dodać "choć noszących to samo nazwisko", lecz nawet tyle nie byłoby prawdą ), o innych wnioskach. Może - jeśli znajdę kiedyś odpowiednie myśli i zapał - bo sama jakiś ich finał chciałabym poznać. 

Te wszystkie niekonsekwencje powtarzają i wzajemnie potwierdzają: lubię pisać i chcę pisać, ale zapał mam słomiany. Pisać mogę byle o czym, ale kiedy słowom staram się nadać jakąś treść i dyscyplinę, łatwo się rozpraszam. 

Kiedyś bloga mialam przez x lat. Osobistego, gdzie zgrabne posty przeplatały się z taką żenadą, jaką tylko potrafi wyprodukować nastoletnie pacholę. Pisałam po części pewnie dlatego że nie miałam za bardzo innego życia (życie mi bardzo przeszkadza w pisaniu, choć wydawać by się mogło że powinno być dla mnie inspiracją, powinnam chcieć najmocniej jego fragmenty zatapiać w słowach jak w żywicy) ale myślę teraz, że też dlatego, że ktoś to jednak, mimo wszystko, czytał. Blogi to była społeczność, gdy na to spojrzeć, a na mylogu ostatnie posty wyświetlały się na głównej stronie portalu zupełnie egalitarnie dla każdego, każdy mógł być ujrzany przez każdego zupełnym przypadkiem, i każdy miał poczucie, że ma niezbywalne prawo zostawić gdzie chce komentarz. 

Czytelników nie miałam dużo. Z takich policzalnych jakkolwiek to pewnie jeden w miesiącu na średniej rocznej. Aby zdobyć drugiego, zgłaszałam się na blogi z ocenami, to chociaż oceniający przeczytał. Ale byli, i wiara była, że kiedy puszczam słowa w Internet, to nie mówię do siebie.  Zupełnie inaczej jak w tej chwili. 

Świat blogów to były złote czasy dla osób które lubią myśli składać w zdania i które lubią różne punkty widzenia poznawać. Anonimowe pisanie o wszystkim tym, co Ci leży na sercu, nieskomercjizowane, nie wymagające środków finansowych ani strategii marketingowych, tylko ty, słowa i inni blogowicze. Autentycznie, naiwnie. Taki świat słów dziś już nie istnieje, bo na tym się dobrze nie zarabia, to znaczy firmy nie zarabiają tak jak na tym, kiedy zbiorą twoje wszystkie dane i wyplują Ci stek reklam, wieczność bezwartościowych bzdur łapiących twoją uwagę jak lep. Co raz to nowe algorytmy każące Ci kręcić się w kółko i wybierać tych co lepiej płacą. 

Teraz jestem jednak tutaj i piszę do ściany. 

Moje prawo. 

Może wrócę tu pisać jutro, może za kilka lat. Wiem niewiele, ale wiem jedno  - póki co, mam tę przestrzeń i tę wolność, aby pisać. 

Lubię pisać i chciałbym mieć o czym i do kogo pisać, a przy tym z pisaniem czuć się bezpiecznie. Marzy mi się porozumienie dusz, marzą mi się rzeczy wielkie - ale jestem kim jestem i świat jest jaki jest. A ten tekst to moje drugie hello world.  Drugi żywot bloga otwieram - żywot nieokreślony, bo zawsze można się spodziewać że wrócę, ale nie można przewidywać kiedy, i jak często wracać będę. 

I tylko nie wiem jeszcze, jak napisać ostatnie zdanie. Nigdy tego nie potrafię, brnę rozpaczliwie w kolejnych słów ciągi, szukając czegoś  co myśl zakończy, choć przecież umysł nigdy nie milknie i nic nie ma precyzyjnego początku ani ostatecznej pointy, tak naprawdę. Ostatnie zdania są najgorsze. W mailach przynajmniej jest łatwiej. 

Pozdrawiam serdecznie 

Ja 

Komentarze